HR Ensemble's Blog

tematyka z zakresu szeroko pojętego HR, rozwoju osobistego z domieszką marketingu

Pilotaż gry negocjacyjnej. 21 Kwiecień 2010

Osoby, które chcą sprawdzić się  w negocjacjach zapraszamy

16 maja  do Wrocławia

i wzięcia udziału  w

pilotażu naszej  nowej gry negocjacyjnej.

Zapisy i więcej informacji pod adresem rozwijalnia@hrensemble.pl .

Zapraszamy -  bo warto – ostatnim razem uczestnicy pilotażu naszej gry manadżerskiej odmówili pójścia na przerwę – tak byli zaangażowani w walkę.

Do zobaczenia,HR ensemble logo

HRensemble Team

 

Zarządzanie zmianą w biznesie 16 Luty 2010

Filed under: News,Zarządzanie Zasobami Ludzkimi — Elżbieta Staszowska @ 23:29
Tags: , , , ,

Po raz pierwszy w Polsce  webinarium na temat wprowadzania zmiany w organizacji biznesowej. Ekspertem w tej tematyce będzie Don Harrison, prezes i założyciel Implementation Management Associates, Inc. (IMA), ekspert w dziedzinie zarządzania zmianą, który od 25 lat wspiera projekty wdrożeniowe w największych międzynarodowych organizacjach biznesowych na całym świecie (m.in. Boeing, Shell, Bank of America, GlaxoSmithKline, U.S. Air Force, AXA, British Telecom).

Ciekawa opcja, ciekawe jak się uda.

weź udział!

Czwartek, 18 lutego, godz. 17.00, link tutaj

 

Ile jesteśmy warci dla naszych pracodawców? 16 Luty 2010

(więcej…)

 

Motywować czy nie? I co ja z tego będę mieć..? 20 Grudzień 2009

Grudzień to dobry czas na refleksję odnośnie poziomu motywacji pracowników. Jest to właśnie ten moment w roku, kiedy najczęściej wykupujemy pozapłacowe świadczenia pracownicze i wręczamy różne dodatki motywacyjne.

Oczywiście można pomyśleć: jest kryzys, bezrobocie, trudność w utrzymaniu płynności finansowej małych firm jest niemalże oczywista i „normalna”, więc dlaczego miałbym jeszcze wyrzucać pieniądze na jakieś bony świąteczne czy inne dodatki dla pracowników? Niestety podejście typu „samo to, że mają pracę w dobie kryzysu powinno ich dostatecznie motywować”, przynosi często mierne korzyści. Dlaczego? Bo każdy pracownik chciałby być traktowany po ludzku, z godnością i szacunkiem. Warto więc uzmysłowić sobie, że podstawowe wynagrodzenie, czyli tak zwana płaca zasadnicza nie jest żadną nagrodą, i po kilku miesiącach przestaje być motywująca. Warto więc zastanowić się nad tym, co jeszcze możemy ofiarować swoim pracownikom choćby po to, aby podnieść morale, poprawić nastrój panujący w firmie, nagrodzić czy podziękować za włożone w pracę trudy (jeśli nie rozumiesz, o czym mówię, spróbuj wyobrazić sobie, że w Twojej firmie wszyscy pracują tak, jak podczas strajku włoskiego – zgodnie z wytycznymi, bez uchybień, ale jednocześnie nic ponad normę. Czy Twoi pracownicy działają w ten sposób? Myślę, że jednak dają coś od siebie i za ten właśnie wkład własny warto ich nagrodzić).

prezentem może być wszystko...

prezentem może być wszystko...

Czego możemy się nauczyć od korporacji?

Zanim założyłam własną firmę, pracowałam w instytucji finansowej. Przez pierwszy rok było fajnie, intrygująco, bo dla mnie, wtedy studentki psychologii, praca w finansach była zupełnie nowym wyzwaniem, czymś o czym miałam blade pojęcie, ale chciałam się tego koniecznie nauczyć. Najlepiej jak najszybciej. Po pół roku mój entuzjazm przygasł, wklepywanie wniosków leasingowych stało się rutyną, powiało nudą i nieznośną, wszechobecną procedurą. Nie wytrzymałabym tam długo (z powodu nudy i rutyny właśnie), gdyby nie ciekawy i bogaty system motywacyjny oraz dobra atmosfera pracy.

W tym samym czasie część moich znajomych również podejmowała pierwsze poważne prace. Tyle, że zewsząd słyszałam sygnały niezadowolenia – że szef bydlak, że ciągłe sprawdzanie, że zero wdzięczności a wymagania ogromne, pensje małe, niewypacane w terminie, zero tolerancji itp. itd.

W porównaniu z tym wszystkim u mnie było idyllicznie – prócz procedur związanych ze strojem (wiadomo instytucja finansowa) i z podejściem do klienta, nie było praktycznie nakazów, zakazów i regulaminów. Spóźniłeś się? po prostu zostań dłużej w pracy. Chorujesz? Siedź w domu i nie zarażaj. Liberalizm naprawdę duży, jak na świat finansów, który jakby nie patrzeć rządzi się swoimi prawami.

Wbrew pozorom i pomówieniom, jakoby Polak potrafił wykorzystać każdą możliwość, żeby robić jak najmniej, w tej firmie panowała zadziwiająca samodyscyplina. Nikt nie nadużywał tolerancji  i dobrej woli dyrektora, mimo że sposobności było wiele.

Było coś jeszcze, co bardzo mocno wyróżniało moją firmę spośród tych, w których pracowali niezadowoleni znajomi – pozapłacowe świadczenia pracownicze – prywatna opieka medyczna, imprezy integracyjne, bilety do kina, bony świąteczne. Firma dbała o pracowników, zdając sobie sprawę z faktu, że oddadzą z nawiązką.

Dzięki takiemu podejściu ze strony przełożonych, pracownicy mieli poczucie, że warto szanować pracę i wkładać w nią wysiłek.

Obecnie większość korporacji rozumie już ideę dodatków motywacyjnych, które świetnie spełniają swoją rolę. Dlatego właśnie, mimo tego że w dużych firmach pracuje się trudniej, bardziej anonimowo i często według wyznaczonych ściśle procedur, coraz więcej osób szuka tam zatrudnienia.

gdzie ta motywacja??

Zaściankowość mikro i małych przedsiębiorstw

W porównaniu do tego standardu, małe i mikro przedsiębiorstwa są głęboko w lesie. Wśród ich właścicieli częste jest jeszcze przekonanie, że szybki zysk jest najważniejszy i nie ma potrzeby inwestować w ludzi, bo ci zawsze się znajdą (szczególnie w czasach rosnącego bezrobocia). Często podawanym powodem rezygnacji z dodatków motywacyjnych jest też brak pieniędzy.

Dlaczego właściciele firm nie widzą sensu w inwestowaniu w kapitał ludzki? Różnie można odpowiedzieć na to pytanie. Być może nie mają świadomości odnośnie długofalowych zysków płynących z takich praktyk, szkoda im pieniędzy, nie widzą sensu wyróżniania się na tle innych małych firm, które również nie inwestują w ludzi. Może już na samym początku – podczas rekrutacji i zatrudniania popełnili błędy, przez co dziś nie widzą powodów, dla których mieliby inwestować w „tych” ludzi.

O co chodzi z tymi dodatkami?

w porównaniu z innymi sposobami na motywowanie pracowników (takimi jak regularne premie i podwyżki), dodatki pozapłacowe mogą być zarówno nieco tańsze, jak i skuteczniejsze (oczywiście przy założeniu, że zarobki naszych pracowników nie są zbyt niskie i spełniają chociaż ich minimalne oczekiwania).

(więcej…)

 

Koniem wykształcony 7 Listopad 2009

Filed under: szkolenia — Elżbieta Staszowska @ 14:39
Tags: , , , ,

Konie w szkoleniach biznesowych i nie tylko


Agata Wiatrowska i Katarzyna Lubbe  z firmy Spirit of Leadership jako jedyne w Polsce promują innowacyjną metodę szkoleniową dla biznesu. W Jagodnem pod Warszawą odbyło się pierwsze w Europie Środkowo-Wschodniej szkolenie Train the Rainer i  miałam tę wyjątkową okazję uczestniczyć w nim, jako jedna z 6 uczestników. Bardzo mnie zainteresowała idea wykorzystania koni, jako współtrenerów w szkoleniach i chciałam ją poznać. Od dawna byłam przekonana o zbawiennym wpływie obcowania ze zwierzętami na człowieka. Konie od zawsze były obecne w naszej kulturze, wzbudzały w nas podziw swoim majestatem i wolnością. Są to tak samo jak my, zwierzętami stadnymi z jasno określoną hierarchią ( u ludzi z tym trochę trudniej), swoimi osobowościami, humorami. Komunikacja w stadzie jest błyskawiczna, a u ludzi tak często zawodzi. Odpowiedz zwrotna, jaką uzyskujemy od konia jest jednoznaczna.Co ciekawe pokazują one nam również jak bardzo nasze stereotypy zachowań kierują nami. Mam długoletnie doświadczenie z końmi i wydawać by się mogło, że ćwiczenie przeprowadzenia konia po padoku powinno mi pójść łatwo. Jednak okazało się to nie takie proste. Nie wiedziałam dokładnie, co chcę zrobić i współpraca z koniem nam się nie ułożyła. Za to osobie, która nie miała wcześniej kontaktu z końmi to zadanie poszło o wiele lepiej. Czemu? Koń chce współpracować z człowiekiem, lecz jeśli osoba nie wie do końca, co chce zrobić- koń nie zareaguje. Jeżeli nie jest wystarczająco pewna siebie- koń ją zignoruje. Jest stworzeniem idealnym, to co przeszkadza nam w pracy z nim jest w nas. Konie pozwalają nam to dostrzec.

W filozofii Spirit of Leadership rola trenera jest poboczna, w centrum jest grupa.Nie przedstawia on gotowych wniosków, lecz czeka aż uczestnicy do nich dojdą. Powinien on jedynie moderować dyskusją, jeżeli jej treść oddala się od celu, w myśl hasła: „każda grupa ma swoją mądrość!”. Uważam, że jest to bardzo słuszne założenie. Wszelkie konkluzje, do których sama dotrę lepiej przełożę na życie codzienne niż te podane z zewnątrz. Każdy ma również swój odpowiedni moment na przyjęcie pewnej prawdy o sobie. Metoda Spirit of Leadership jest oparta na procesie, to znaczy, że nasza nauka nie kończy się z momentem końca szkolenia. Trwa ona nadal, układa się w całość i z czasem możemy w pełni z niej czerpać. Materiał filmowy oraz zdjęcia, jakie dostaje każdy uczestnik po szkoleniu mają na celu podtrzymanie tego procesu.

Wielką zaletą tego rodzaju szkoleń jest wyjście poza schemat. Sama możliwość ruchu, kontakt z naturą jest bardzo aktywizujący. Nie jest to bezosobowe wyłożenie treści w formie wykładu. Doświadczenie i emocje w czasie nauki są żywe przez co nowe umiejętności lepiej zapamiętujemy. Każde szkolenie Spirit of Leadership jest inne, ponieważ tworzą je uczestnicy, jest ono dopasowywane w trakcie do ich potrzeb. Przemawia do mnie również skuteczność tej metody w innych krajach. Gdyby pomysł okazał się nietrafiony na pewno nie utrzymałby się przez 18 lat, jak to jest w Stanach Zjednoczonych.

Koń w tych szkoleniach ma swoją pozycję, nie jest narzędziem, a współtrenerem, który daje nam informację zwrotną równie cenną, jakiej udzielają nam ludzie. Dlatego ważne jest, aby uczestnicy po szkoleniu nie zmieniali go w narzędzie do jazdy konnej, ponieważ traci on magię, jaką wytwarzał podczas ćwiczeń.

Oto niektóre z wypowiedzi pozostałych uczestników:

„Konie pozwalają zobaczyć to, na co zazwyczaj nie mamy czasu, to co ukrywamy głęboko w środku, nawet to czego nie chcemy widzieć. Są “zwierciadłem”, w którym możemy obejrzeć swój świat i ocenić, czy właśnie tacy chcemy być. Dostrzec zachowania, które przeszkadzają nam w codziennych relacjach oraz docenić te, dzięki którym potrafimy mieć dobry kontakt z innymi. Warsztaty stwarzają doskonałą okazję do szeroko rozumianego dialogu i lepszego poznania siebie. Co może się przełożyć na poprawę relacji w pracy, rodzinie, czy innych społecznościach. “ (Karolina)

„Na co dzień mam do czynienia zarówno z końmi jak i z ludźmi w środowisku ich pracy. Z ogromną przyjemnością i satysfakcją obserwuję jak bardzo adekwatne są moje doświadczenia z końmi w relacjach z ludźmi, i jak bardzo mogą się te relacje poprawić w efekcie warsztatów. Doświadczenie z koniem jest dla mnie codzienną weryfikacją mojego rozwoju zarówno osobistego w życiu prywatnym jak i w życiu zawodowym. Bardzo trafne jest porównanie roli koni w warsztatach do papierka lakmusowego. Wynik jest natychmiastowy. Wolność w interpretacji i wyciągnięciu wniosków o sobie samym to też ogromna lekcja i wartość dodana tego typu warsztatów. Wierzę, że warsztaty z końmi mogą nas udoskonalać, jeżeli sobie na to pozwolimy.“ (Marta)

„Koń dla mnie jest absolutnie kryształowym odbiciem bez zniekształceń, sposobu w jaki funkcjonujemy w sytuacjach społecznych. I nawet, kiedy w duchu chciałam z koniem zrobić coś co podpowiadało mi moje “koniarskie” doświadczenie absolutnie silniejsze jest to co podpowiada nienazwane ale najsilniejsze wewnętrzne JA, często nie do końca świadome.


Moim zdaniem wszyscy na takich warsztatach, chociaż raz w życiu powinni się znaleźć żeby przyrzec się w takim ZWIERCIADLE“

(Małgosia)

„Koń mówi milcząc i żadna z nim dyskusja nie zagłusza przekazu jaki do nas trafia. Reszta też jest milczeniem, ale nas samych ze sobą.“ (Jerzy)

Konie dają, ale to od nas samych zależy ile od nich weźmiemy.

E.S.

 

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.