Grudzień to dobry czas na refleksję odnośnie poziomu motywacji pracowników. Jest to właśnie ten moment w roku, kiedy najczęściej wykupujemy pozapłacowe świadczenia pracownicze i wręczamy różne dodatki motywacyjne.
Oczywiście można pomyśleć: jest kryzys, bezrobocie, trudność w utrzymaniu płynności finansowej małych firm jest niemalże oczywista i „normalna”, więc dlaczego miałbym jeszcze wyrzucać pieniądze na jakieś bony świąteczne czy inne dodatki dla pracowników? Niestety podejście typu „samo to, że mają pracę w dobie kryzysu powinno ich dostatecznie motywować”, przynosi często mierne korzyści. Dlaczego? Bo każdy pracownik chciałby być traktowany po ludzku, z godnością i szacunkiem. Warto więc uzmysłowić sobie, że podstawowe wynagrodzenie, czyli tak zwana płaca zasadnicza nie jest żadną nagrodą, i po kilku miesiącach przestaje być motywująca. Warto więc zastanowić się nad tym, co jeszcze możemy ofiarować swoim pracownikom choćby po to, aby podnieść morale, poprawić nastrój panujący w firmie, nagrodzić czy podziękować za włożone w pracę trudy (jeśli nie rozumiesz, o czym mówię, spróbuj wyobrazić sobie, że w Twojej firmie wszyscy pracują tak, jak podczas strajku włoskiego – zgodnie z wytycznymi, bez uchybień, ale jednocześnie nic ponad normę. Czy Twoi pracownicy działają w ten sposób? Myślę, że jednak dają coś od siebie i za ten właśnie wkład własny warto ich nagrodzić).
Czego możemy się nauczyć od korporacji?
Zanim założyłam własną firmę, pracowałam w instytucji finansowej. Przez pierwszy rok było fajnie, intrygująco, bo dla mnie, wtedy studentki psychologii, praca w finansach była zupełnie nowym wyzwaniem, czymś o czym miałam blade pojęcie, ale chciałam się tego koniecznie nauczyć. Najlepiej jak najszybciej. Po pół roku mój entuzjazm przygasł, wklepywanie wniosków leasingowych stało się rutyną, powiało nudą i nieznośną, wszechobecną procedurą. Nie wytrzymałabym tam długo (z powodu nudy i rutyny właśnie), gdyby nie ciekawy i bogaty system motywacyjny oraz dobra atmosfera pracy.
W tym samym czasie część moich znajomych również podejmowała pierwsze poważne prace. Tyle, że zewsząd słyszałam sygnały niezadowolenia – że szef bydlak, że ciągłe sprawdzanie, że zero wdzięczności a wymagania ogromne, pensje małe, niewypacane w terminie, zero tolerancji itp. itd.
W porównaniu z tym wszystkim u mnie było idyllicznie – prócz procedur związanych ze strojem (wiadomo instytucja finansowa) i z podejściem do klienta, nie było praktycznie nakazów, zakazów i regulaminów. Spóźniłeś się? po prostu zostań dłużej w pracy. Chorujesz? Siedź w domu i nie zarażaj. Liberalizm naprawdę duży, jak na świat finansów, który jakby nie patrzeć rządzi się swoimi prawami.
Wbrew pozorom i pomówieniom, jakoby Polak potrafił wykorzystać każdą możliwość, żeby robić jak najmniej, w tej firmie panowała zadziwiająca samodyscyplina. Nikt nie nadużywał tolerancji i dobrej woli dyrektora, mimo że sposobności było wiele.
Było coś jeszcze, co bardzo mocno wyróżniało moją firmę spośród tych, w których pracowali niezadowoleni znajomi – pozapłacowe świadczenia pracownicze – prywatna opieka medyczna, imprezy integracyjne, bilety do kina, bony świąteczne. Firma dbała o pracowników, zdając sobie sprawę z faktu, że oddadzą z nawiązką.
Dzięki takiemu podejściu ze strony przełożonych, pracownicy mieli poczucie, że warto szanować pracę i wkładać w nią wysiłek.
Obecnie większość korporacji rozumie już ideę dodatków motywacyjnych, które świetnie spełniają swoją rolę. Dlatego właśnie, mimo tego że w dużych firmach pracuje się trudniej, bardziej anonimowo i często według wyznaczonych ściśle procedur, coraz więcej osób szuka tam zatrudnienia.
Zaściankowość mikro i małych przedsiębiorstw
W porównaniu do tego standardu, małe i mikro przedsiębiorstwa są głęboko w lesie. Wśród ich właścicieli częste jest jeszcze przekonanie, że szybki zysk jest najważniejszy i nie ma potrzeby inwestować w ludzi, bo ci zawsze się znajdą (szczególnie w czasach rosnącego bezrobocia). Często podawanym powodem rezygnacji z dodatków motywacyjnych jest też brak pieniędzy.
Dlaczego właściciele firm nie widzą sensu w inwestowaniu w kapitał ludzki? Różnie można odpowiedzieć na to pytanie. Być może nie mają świadomości odnośnie długofalowych zysków płynących z takich praktyk, szkoda im pieniędzy, nie widzą sensu wyróżniania się na tle innych małych firm, które również nie inwestują w ludzi. Może już na samym początku – podczas rekrutacji i zatrudniania popełnili błędy, przez co dziś nie widzą powodów, dla których mieliby inwestować w „tych” ludzi.
O co chodzi z tymi dodatkami?
w porównaniu z innymi sposobami na motywowanie pracowników (takimi jak regularne premie i podwyżki), dodatki pozapłacowe mogą być zarówno nieco tańsze, jak i skuteczniejsze (oczywiście przy założeniu, że zarobki naszych pracowników nie są zbyt niskie i spełniają chociaż ich minimalne oczekiwania).


KOMENTARZE