Konie w szkoleniach biznesowych i nie tylko
Agata Wiatrowska i Katarzyna Lubbe z firmy Spirit of Leadership jako jedyne w Polsce promują innowacyjną metodę szkoleniową dla biznesu. W Jagodnem pod Warszawą odbyło się pierwsze w Europie Środkowo-Wschodniej szkolenie Train the Rainer i miałam tę wyjątkową okazję uczestniczyć w nim, jako jedna z 6 uczestników.
Bardzo mnie zainteresowała idea wykorzystania koni, jako współtrenerów w szkoleniach i chciałam ją poznać. Od dawna byłam przekonana o zbawiennym wpływie obcowania ze zwierzętami na człowieka. Konie od zawsze były obecne w naszej kulturze, wzbudzały w nas podziw swoim majestatem i wolnością. Są to tak samo jak my, zwierzętami stadnymi z jasno określoną hierarchią ( u ludzi z tym trochę trudniej), swoimi osobowościami, humorami. Komunikacja w stadzie jest błyskawiczna, a u ludzi tak często zawodzi. Odpowiedz zwrotna, jaką uzyskujemy od konia jest jednoznaczna.Co ciekawe pokazują one nam również jak bardzo nasze stereotypy zachowań kierują nami. Mam długoletnie doświadczenie z końmi i wydawać by się mogło, że ćwiczenie przeprowadzenia konia po padoku powinno mi pójść łatwo. Jednak okazało się to nie takie proste. Nie wiedziałam dokładnie, co chcę zrobić i współpraca z koniem nam się nie ułożyła. Za to osobie, która nie miała wcześniej kontaktu z końmi to zadanie poszło o wiele lepiej. Czemu? Koń chce współpracować z człowiekiem, lecz jeśli osoba nie wie do końca, co chce zrobić- koń nie zareaguje. Jeżeli nie jest wystarczająco pewna siebie- koń ją zignoruje. Jest stworzeniem idealnym, to co przeszkadza nam w pracy z nim jest w nas. Konie pozwalają nam to dostrzec.
W filozofii Spirit of Leadership rola trenera jest poboczna, w centrum jest grupa.
Nie przedstawia on gotowych wniosków, lecz czeka aż uczestnicy do nich dojdą. Powinien on jedynie moderować dyskusją, jeżeli jej treść oddala się od celu, w myśl hasła: „każda grupa ma swoją mądrość!”. Uważam, że jest to bardzo słuszne założenie. Wszelkie konkluzje, do których sama dotrę lepiej przełożę na życie codzienne niż te podane z zewnątrz. Każdy ma również swój odpowiedni moment na przyjęcie pewnej prawdy o sobie. Metoda Spirit of Leadership jest oparta na procesie, to znaczy, że nasza nauka nie kończy się z momentem końca szkolenia. Trwa ona nadal, układa się w całość i z czasem możemy w pełni z niej czerpać. Materiał filmowy oraz zdjęcia, jakie dostaje każdy uczestnik po szkoleniu mają na celu podtrzymanie tego procesu.
Wielką zaletą tego rodzaju szkoleń jest wyjście poza schemat. Sama możliwość ruchu, kontakt z naturą jest bardzo aktywizujący. Nie jest to bezosobowe wyłożenie treści w formie wykładu. Doświadczenie i emocje w czasie nauki są żywe przez co nowe umiejętności lepiej zapamiętujemy. Każde szkolenie Spirit of Leadership jest inne, ponieważ tworzą je uczestnicy, jest ono dopasowywane w trakcie do ich potrzeb. Przemawia do mnie również skuteczność tej metody w innych krajach. Gdyby pomysł okazał się nietrafiony na pewno nie utrzymałby się przez 18 lat, jak to jest w Stanach Zjednoczonych.
Koń w tych szkoleniach ma swoją pozycję, nie jest narzędziem, a współtrenerem, który daje nam informację zwrotną równie cenną, jakiej udzielają nam ludzie. Dlatego ważne jest, aby uczestnicy po szkoleniu nie zmieniali go w narzędzie do jazdy konnej, ponieważ traci on magię, jaką wytwarzał podczas ćwiczeń.
Oto niektóre z wypowiedzi pozostałych uczestników:
„Konie pozwalają zobaczyć to, na co zazwyczaj nie mamy czasu, to co ukrywamy głęboko w środku, nawet to czego nie chcemy widzieć. Są “zwierciadłem”, w którym możemy obejrzeć swój świat i ocenić, czy właśnie tacy chcemy być. Dostrzec zachowania, które przeszkadzają nam w codziennych relacjach oraz docenić te, dzięki którym potrafimy mieć dobry kontakt z innymi. Warsztaty stwarzają doskonałą okazję do szeroko rozumianego dialogu i
lepszego poznania siebie. Co może się przełożyć na poprawę relacji w pracy, rodzinie, czy innych społecznościach. “ (Karolina)
„Na co dzień mam do czynienia zarówno z końmi jak i z ludźmi w środowisku ich pracy. Z ogromną przyjemnością i satysfakcją obserwuję jak bardzo adekwatne są moje doświadczenia z końmi w relacjach z ludźmi, i jak bardzo mogą się te relacje poprawić w efekcie warsztatów. Doświadczenie z koniem jest dla mnie codzienną weryfikacją mojego rozwoju zarówno osobistego w życiu prywatnym jak i w życiu zawodowym. Bardzo trafne jest porównanie roli koni w warsztatach do papierka lakmusowego. Wynik jest natychmiastowy. Wolność w interpretacji i wyciągnięciu wniosków o sobie samym to też ogromna lekcja i wartość dodana tego typu warsztatów. Wierzę, że warsztaty z końmi mogą nas udoskonalać, jeżeli sobie na to pozwolimy.“ (Marta)
„Koń dla mnie jest absolutnie kryształowym odbiciem bez zniekształceń, sposobu w jaki funkcjonujemy w sytuacjach społecznych. I nawet, kiedy w duchu chciałam z koniem zrobić coś co podpowiadało mi moje “koniarskie” doświadczenie absolutnie silniejsze jest to co podpowiada nienazwane ale najsilniejsze wewnętrzne JA, często nie do końca świadome.
Moim zdaniem wszyscy na takich warsztatach, chociaż raz w życiu powinni się znaleźć żeby przyrzec się w takim ZWIERCIADLE“
(Małgosia)
„Koń mówi milcząc i żadna z nim dyskusja nie zagłusza przekazu jaki do nas trafia. Reszta też jest milczeniem, ale nas samych ze sobą.“ (Jerzy)
Konie dają, ale to od nas samych zależy ile od nich weźmiemy.
E.S.
We wrześniu przeprowadziłam szkolenie z końmi. Uczestnikami szkolenia były osoby pracujące w zespole – 8 mężczyzn i ich szefowa(jedyna kobieta). Tematem szkolenia była praca w zespole w oparciu o metaforę stada. Jednym z ćwiczeń było „Prowadź i bądź prowadzonym”. Polegało ono na przeprowadzeniu konia po padoku w kształcie prostokąta. Koń był w kantarze do którego był przyczepiony uwiąz. Praca każdego uczestnika była nagrana na kamerę, później materiał ten był oglądany przez zespół. Każda osoba opowiadała o swoich odczuciach i emocjach. Gdy przyszła kolej Pani Danuty, zaobserwowała ona bardzo ważną rzecz. Podeszła ona do konia bardzo zadaniowo. Linkę trzymała bardzo krótko, prawie przy pysku. Pewnie szła z koniem. W pewnym momencie koń stanął i nie chciał z nią współpracować. Gdy poluźniła mu linkę, koń ruszył i wspólnie wykonalil zadanie.
W czasie podsumowania nasunęła jej się refleksja, że to ćwiczenie doskonale obrazuje jej relacje z zespołem. Sama doszła do wniosku, że „gdyby poluźniła trochę „linki” swojemu zespołowi, to może przyszli by oni do niej ze swoimi problemami, z nowymi pomysłami, a nie traktowali ją jako niedostępnego, despotycznego szefa. Z taką myślą zakończyła szkolenie. Wczoraj dostałam od niej maila. Napisała, że „poluźniła linkę” swoim mężczyznom i że od tamtej pory o wiele efektywniej pracuje się jej z zespołem. Często z zespołem wspominają to szkolenie, wracają do filmów i zdjęć ze szkolenia, które dostali na płycie.
Bardzo miło mi się zrobiło, wiedząc, że uczestnicy moich szkoleń, wcielają wiedzę zdobytą na szkoleniu w życie i że proces szkoleniowy nie kończy się w ostatnim dniu szkolenia, ale trwa i niektóre spostrzeżenia dochodzą po nich po pewnym czasie.
Pozdrawiam Panią Danutę i zespół oraz zapraszam na szkolenia innych chętnych spróbowania tej metody.